[2026.04.17] Spotkać się z leszczem
Dodane przez Administrator dnia 18/04/2026 09:00:13
Tydzień temu pisałem o spotkaniach z wszędobylskim i żarłocznym krąpiem. A skoro było o krąpiach, to wypada wspomnieć o cieszących się o wiele lepszą reputacją leszczach. Ale z tą reputacją też bywa różnie. Bo spotkać można opinie, że leszcz jest rybą mało waleczną. Że ma mnóstwo ości, że pokryty jest grubą i czepiającą się palców warstwą śluzu. To wszystko prawda, tyle że dotyczy ona małych osobników, chudych jak żyletka „podleszczaków”. Natomiast zupełnie inaczej sprawa wygląda jeśli chodzi o duże okazy leszcza. Po pierwsze ryby takie potrafią dzielnie walczyć, a nawet potargać kiepskiej jakości zestawy. Duże leszcze mają charakterystyczne grube ości, z których łatwo schodzi czyste, upieczone – na przykład na grillu – mięso. Co więcej, mięso leszcza jest bardzo smaczne. Znam takich, którzy uważają, że jest ono smaczniejsze od mięsa karpia. Śluz co prawda na dużym leszczu jest, ale nie robi on jakiegoś niemiłego wrażenia.
Ale łowiąc leszcze czasami prowokujemy sytuacje, że na haczyk nadziewają się nam małe osobniki. Dzieje się tak, bo popełniamy dość typowe wędkarskie błędy. O takich błędach wspomina na przykład Jacek S. Jóźwiak w swojej książce „Sztuka łowienia ryb w rzece”. Pisze on: „Ileż to razy ujrzeć można na ostrogach większych rzek ludzi z ciężkimi gruntówkami podających zestawy na spokojną wodę w dole rzeki. Owszem, zdarza się, że złowi się na tak zarzuconą wędkę jakiś średniak, który odbił od stada w poszukiwaniu żeru, zdarza się, że podejdzie ich kilka zwabionych smakołykami z zanęty. Generalnie jednak łowi się wówczas leszcze na nieleszczowych łowiskach.
Okolice ostróg mogą być jednak dobrymi łowiskami. Z reguły więcej ryb znajdzie się na napływowej stronie główek – zwłaszcza w niezbyt szerokim pasie nurtowego cienia, gdzie odkładają się namuły i gdzie żyją organizmy stanowiące leszczowe menu. Strona zapływowa także okazać się może ciekawym łowiskiem, ale raczej w partiach wody równomiernie płynącej, czyli w rynnie tworzącej się w pewnym oddaleniu za szczytem każdej niemal ostrogi.
Najlepsze jednak rezultaty miewają wędkarze, którzy natykając się na szereg główek, moszczą sobie stanowiska pomiędzy nimi, na odcinkach, gdzie nurt zbliża się do brzegu lub biegnie prostą rynną równolegle do niego”.
I właśnie takie stanowisko kilka lat temu wybraliśmy z moim kolegą po kiju, Leszkiem, zjeżdżają nad brzeg Wisły poniżej mostu na drodze w kierunku Niepołomic. Tam na rzece jest sporo główek wychodzących w stronę środka jej nurtu. A pomiędzy nimi tworzą się charakterystyczne baseny ze spokojną wodą. To z takie właśnie basenu Leszek wyciągnął ładnego, czterdziestocentymetrowego leszcza.

Jakub Kleń