[2026.04.17] Opór jest za słaby
Dodane przez Administrator dnia 18/04/2026 08:59:35
Tusk i jego ekipa pozwalają sobie na coraz więcej. Przykładem jest rzekome ślubowanie sędziów, wybranych przez sejmową większość do Trybunału Konstytucyjnego. Ślubowanie powinno być złożone przez Prezydentem RP, a nie przed Czarzastym (!) i notariuszem (?). Co teraz? Czy stanie się tak, jak np. przy wyborze prokuratora krajowego, niezgodnym z przepisami? Cóż z tego, skoro przez fakt dokonany rzekomy prokurator działa jakby wszystko było w porządku. Trybunał Konstytucyjny, w składzie nielegalnym, ale faktycznie działający, może np. delegalizować opozycyjne partie polityczne, dopuścić „małżeństwa” homoseksualistów, zalegalizować eutanazję czy aborcję na życzenie, a nawet uznać, że kary dla pedofilów są zbyt surowe, zwłaszcza gdy sprawcy tych przestępstw, tak jak to było w Kłodzku, wykazują się politycznym zaangażowaniem po właściwej stronie. Nie mówiąc już o tym, że może uznać prawo unijne za ważniejsze od polskiego.
W minionym tygodniu czworo sędziów zdecydowało się wystąpić w tym żenującym spektaklu, a przyłączyła się do nich dwójka sędziów prawidłowo zaprzysiężonych (po co tam poszli?), a także paru emerytowanych tzw. autorytetów prawniczych. Jak dotąd kwestionowany jest fakt rzekomego zaprzysiężenia, ale jakoś nie słychać kwestionowania kompetencji zawodowych tych osób, które brały udział w tej farsie (sędziowie, notariusz, marszałkowie i wicemarszałkowie Sejmu i Senatu itp.). A przecież jeżeli to był tylko spektakl, to fałszywie nadanie mu znaczenia aktu prawnego, chyba kwalifikuje się jako przestępstwo.
Media tzw. prawicowe, owszem, wyśmiały całe przedstawienie, z kolei media prorządowe wyraziły satysfakcję, że postępuje realizacja prawa „tak jak my to rozumiemy”. Za parę dni sprawa ucichnie i będzie powracać co najwyżej przy decyzjach Trybunału Konstytucyjnego, podejmowanych w nowym, narzuconym składzie. Czy jednak Polacy powinni zgodzić się na taką sytuację? Trzeba zresztą zadać także podobne pytania. Czy powinni zgadzać się na drożyznę, rozszerzającą strefę biedy? Na celowe niszczenie państwowej służby zdrowia, żeby ją jak najszybciej sprywatyzować? Na planowe obniżanie poziomu nauczania w polskich szkołach, aby młodzi Polacy stali się dla Europy tanią siłą roboczą? Na rosnące zadłużenie państwa, aby zarządzanie naszą gospodarką przejęli brukselscy cwaniacy? Jak długo my, Polacy będziemy godzić się na to wszystko?
Ktoś powie: do wyborów. Ale czy ta banda nie przeprowadzi (także przez Trybunał Konstytucyjny) takiej zmiany ordynacji wyborczej, która zapewni jej zwycięstwo? Czy nie sfałszuje wyniku wyborów, mając poparcie Brukseli i Berlina? Do wyborów zastało jeszcze półtora roku, a Tusk najwyraźniej przyspiesza, nie napotykając na poważniejszy opór. Czy nie nadszedł już czas – a wiosna temu sprzyja – żeby bardziej zdecydowanie wystąpić przeciwko antypolskiej władzy?
Rząd Tuska jest odporny na krytykę. Nie przeszkadza mu brak zaufania społecznego, wykazywany w sondażach, nie martwią go próby odwoływania poszczególnych ministrów, bo dysponuje sejmową większością, sklejoną rozdanymi posadami i stanowiskami. Część opozycji, np. partia Mentzena, wydaje się już przymierzać do koalicji z Platformą. Co musi się jeszcze wydarzyć, żeby Polacy powiedzieli: dość, żeby odrzucili rząd szkodników, żeby powstrzymali dewastację państwa? Czy rzeczywiście trzeba czekać jeszcze półtora roku?
Ryszard Terlecki