[2026.02.13] Zakładnicy Tuska
Dodane przez Administrator dnia 14/02/2026 08:09:29
Czy lewica Czarzastego albo „ludowcy” Kosiniaka-Kamysza to wyborcy, których łączy jakaś idea? Nic podobnego. Są to typowe partie władzy, utrzymujące się na politycznej powierzchni jedynie dzięki działaczom obdarowanym subwencjami i posadami. Czy ktoś, komu bliskie są zasady sprawiedliwości społecznej głosuje na Nową (starą) Lewicę, wywodzącą się z PZPR czyli partii komunistycznej? Tacy działacze i wyborcy są jeszcze w partii Razem u Zandberga, ale nie u Czarzastego, gdzie liczą się pieniądze i posadki, a także stare ubeckie i pezetpeerowskie sentymenty.
Podobnie dzieje się w PSL-u. Partia, która od lat obsadza rozmaite stanowiska, trzyma się tylko dzięki wspólnym interesom jej działaczy, którzy z interesami rolników i wsi już dawno nie mają nic wspólnego. Skoro szef „ludowców” jest wicepremierem, to można dalej liczyć na kumoterskie układy, które podtrzymują rachityczną partię, od lat balansującą na granicy progu wyborczego, a ostatnio osiągającą wyniki rzędu półtora procenta.
Trochę inaczej jest z partią Hołowni, do której trafiły osoby odrzucone z innych partii albo którą poparli wyborcy wiecznie poszukujący czegoś nowego, tak jak to było u Palikota, u Petru w Nowoczesnej, czy u Kukiza. Miała być trzecia droga, ale skończyło się na przystawce Platformy, pozbawionej jakiejkolwiek samodzielności.
Wszystkie te trzy partie (u Hołowni to raczej partyjka) stały się zakładnikami Tuska i jego ferajny. PSL i Hołownia po wyborach parlamentarnych przestali być potrzebni jako odrębne podmioty, liczą się tylko jako posłusznie głosujące sejmowe marionetki. Łatwo je było kupić za malowanego marszałka sejmu i niekompetentnego ministra obrony. Obaj cieszyli się jak dzieci zabawkami, które dostali i nawet do głowy im nie przyszło troszczyć się o swoich wyborców. Tymczasem Platforma systematycznie przejmuje ich elektorat, w rezultacie pozostają tylko partie-wydmuszki, trzymające się nogawki premiera. Hołownia trochę się zaplątał, stracił fotel marszałka i skazał swoją partyjkę na likwidację przy najbliższych wyborach. Kosiniak-Kamysz wierzy, że dzięki jego srogim minom w reżimowej telewizji, PSL znowu prześlizgnie się do sejmu.
Inaczej jest z lewicą. O ile PSL i Hołownia po skonsumowaniu ich elektoratów nie są już potrzebni, o tyle Nowa Lewica może się przydać. Przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku Platforma szła na lewo, ale przy wyborach prezydenckich okazało się, że sympatie społeczne stopniowo przesuwają się na prawo. Dlatego Czarzasty jest potrzebny jako pewny sojusznik – pewny dopóki dysponuje odpowiednią ilością stanowisk dla swoich towarzyszy. To, że przy okazji jego marszałkowania zniszczony zostanie wizerunek sejmu, a dzięki „lwicom lewicy” oświata całkowicie zrujnowana, to ekipy Tuska nie obchodzi. Najważniejsze jest utrzymać władzę, odpowiednio napchać kieszenie, a co będzie potem, to się zobaczy. W razie przegranych wyborów pozostanie ewakuacja do Brukseli, gdzie – o ile Unia przetrwa – znajdą się jakieś posadki dla Tuska, Żurka czy Kierwińskiego.
Wszystko, czyli sejmowa większość trzyma się na łasce Tuska, który decyduje o podziale łupów. Zaprzyjaźnione sondażownie odpowiednio podkręcą społeczne poparcie, a Bruksela i Berlin zatroszczą się o swojego wasala i pomogą przy wyborach. W ostateczności kupi się bliską liberałom część Konfederacji i następna kadencja będzie zapewniona. No chyba, że Polacy nie dadzą się oszukać.
Ryszard Terlecki