Historia pewnego komiksu, czyli…
Dodane przez Administrator dnia 17/12/2005 13:22:56
1478 DNI NOWEJ HUTY
Z Marianem Stachniukiem rozmawia Jan L. Franczyk
Rozszerzona zawartość newsa
+ Od ilu lat mieszka Pan w Nowej Hucie?
- Mogę powiedzieć, że od zawsze, ponieważ urodziłem się w 1955 roku i w Nowej Hucie mieszkam 50 lat, przy placu Centralnym.
+ Czyli 13 grudnia 1981 roku, gdy wprowadzano stan wojenny, miał Pan 26 lat. Co Pan wówczas robił?
- Pracowałem w Instytucie Metali Nieżelaznych w Skawinie. W tydzień po wprowadzeniu stanu wojennego straciłem tę pracę.
+ Powodu mogę się domyślać…
- Tak, byłem działaczem zakładowej „Solidarności”.
+ Co Pan robił później?
- Już w maju 1982 roku z dwójką przyjaciół wydaliśmy pierwszy numer podziemnej gazety „Solidarność Zwycięży”. Dość szybko nawiązaliśmy kontakt z Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym i Tymczasową Komisją Robotniczą Hutników. Od tego momentu nasza gazeta była rozprowadzana przez struktury MKS i TKRH. Zresztą w czerwcu 1982 roku udało mi się podjąć pracę w HiL. Później wraz z przyjaciółmi utworzyliśmy Porozumienie Prasowe „Solidarność Zwycięży”. W Porozumieniu, oprócz naszej gazety znalazły się także: „Montinowiec”, „Dodatek Polityczny” i „Nowa Huta”, a także kilka innych pism w różnych regionach Polski. Pierwszy numer gazety „Solidarność Zwycięży” został wydany 16 maja 1982 roku. To był dwutygodnik. Łącznie wydaliśmy 140 numerów tego pisma. Pierwsze numery drukowaliśmy za pomocą „ramki”, później z wykorzystaniem ręcznego powielacza, a wreszcie na offsecie. Drukowaliśmy również „Niepodległość”, awaryjnie „Hutnika”, a z dostarczanych z Warszawy „blach” także „Tygodnik Mazowsze” rozprowadzany na terenie Nowej Huty. Opiekowaliśmy się również kilkunastoma osobami ukrywającymi się przed bezpieką…
+ Tę działalność przerwała Pana wpadka w lipcu1986 roku…
- Tak. Wtedy byłem pracownikiem Cementowni „Nowa Huta”. Zostałem aresztowany wraz z żoną na lotnisku, na warszawskim Okęciu. Żona została zwolniona po kilku dniach, a ja, niestety, dopiero po roku. Siedziałem w areszcie przy ul. Montelupich w Krakowie. Przez pierwsze pół roku nie miałem kontaktu ze światem.
+ Za co Pana przymknęli?
- Na 1 maja 1986 roku zaplanowaliśmy dużą akcję w Rynku Głównym w Krakowie. Na dachu kamienicy nr 43 zamontowaliśmy wyrzutnię z ulotkami i gazem łzawiącym. Ładunek miał zostać odpalony drogą radiową (urządzenie skonstruował znany działacz „Solidarności” Jurek Orzeł). Niestety, na dzień przed akcją, gotowy do odpalenia ładunek znalazła Służba Bezpieczeństwa. Z materiałów, jakie otrzymałem z IPN, wynika, że ładunek odnaleziono w wyniku donosu jakiejś kobiety, prawdopodobnie mieszkanki tej kamienicy. Komuniści naszą akcję bardzo nagłośnili propagandowo. Mówił o niej Urban, pisały gazety. Nazywano nas „grupą krakowskich terrorystów”. Za akcję terrorystyczną groził wówczas surowy wyrok, a nowi więźniowie polityczni byli niewygodni, więc uznano nas za terrorystów. Po zwolnieniu z aresztu dostałem „wilczy bilet”. Ponad rok nigdzie nie chciano mnie zatrudnić. Pracę dała mi dopiero we Lwowie firma z Austrii.
+ Zanim został Pan aresztowany, udało się Panu opracować i wydać pierwszy komiks poświęcony historii stanu wojennego w Nowej Hucie.
- Tak, Komiks zatytułowany „1478 dni Nowej Huty” opowiadał o pierwszych czterech latach stanu wojennego w Nowej Hucie. Znalazły się w nim opisy wszystkich nowohuckich manifestacji oraz najważniejszych wydarzeń z tego okresu. Jest tam materiał ilustrujący zabójstwa Bogdana Włosika, msze czwartkowe u ks. Jancarza w Mistrzejowicach, wydawane wówczas plakaty. Tak naprawdę, była to ilustrowana historia tych lat napisana przez świadka ówczesnych wydarzeń.
+ Kto był ilustratorem?
- Pomagało mi dwóch znakomitych grafików: Piotr Warish (bliski współpracownik ks. Kazimierza Jancarza) i pani Fryderyka Łazarów. Pani Fryderyka jest Niemką, która wyszła za Polaka. To niesamowita kobieta. Matka szóstki dzieci, która nie tylko znalazła czas, by nam pomagać, ale zgodziła się by w swoim domu, w piwnicy, ulokowana została nasza podziemna drukarnia. Zresztą w jej domu równocześnie ukrywało się dwóch ludzi z Wrocławia.
+ W jakim nakładzie wydaliście ten komiks?
- Wydrukowaliśmy około tysiąca egzemplarzy.
+ Co Pana skłoniło, by przyjść do redakcji „Głosu-Tygodnika Nowohuckiego” z archiwalnym egzemplarzem tego wydawnictwa?
- Kilka tygodni temu przeczytałem, że radny Maciej Twaróg rozstrzygnął konkurs na komiks o Nowej Hucie. Pomyślałem sobie, że przecież nasz komiks był pierwszy. Może warto o nim przypomnieć…
+ Myślę, że warto. I dziękuję za rozmowę.