POPIELOWE DZIEJE (1)
Dodane przez Administrator dnia 08/05/2020 20:22:22
Na łamach „Głosu” wielokrotnie opisywaliśmy dzieje Branic, rodowego gniazda rodziny Branickich. O wiele mniejszą uwagę poświęcaliśmy zaś Ruszczy, która wszakże przez długie lata była nierozerwalnie połączona z Branicami. Ich związek „scementował” wspólny właściciel zarządzający obiema wioskami. Jakie zatem okoliczności sprawiły, że po kilku wiekach owej niepodzielnej wspólnoty, doszło do rozłamu? Co wpłynęło na ów fakt i dlaczego dzieje obu wsi, w pewnym momencie zaczęły biec dwutorowo?
Branice i Ruszcza, będące przez stulecia w posiadaniu rodu Gryfitów, prosperowały jako całkiem zasobne sioła. Świadczą o tym zapisy szczegółowej inwentaryzacji majątku, przeprowadzonej pod koniec XVIII wieku, z okazji sporządzania aktu dzierżawy pomiędzy Izabelą Branicką a Stanisławem Badenim. Z zapisków niniejszego dokumentu wynika, że „w Ruszczy było 41 domów zamieszkanych przez 186 mieszkańców, dwór, plebania, karczma oraz drewniany szpital dla ubogich, w Branicach zaś 44 domy z 279 mieszkańcami, dwór, dwie karczmy oraz browar”. Te oto włości trafiły pod kuratelę nowych gospodarzy – rodziny Badenich. Marcin Badeni, który nabył od spadkobierców Izabeli Branickiej rodowe dobra Branickich, po pewnym czasie postanowił odsprzedać swemu bratu Branice, a sobie pozostawił Ruszczę. W ten oto sposób losy obu miejscowości zaczęły toczyć się swoimi ścieżkami, a więź między nimi uległa rozluźnieniu. Oczywiście nie od razu doszło do znaczącego rozbratu, trzeba bowiem pamiętać, iż wsie nadal były w rękach skoligaconych ze sobą rodzin.
Po śmierci Marcina Badeniego Ruszczę otrzymała w spadku jego najstarsza córka Zofia – żona Konstantego Popiela (herbu Sulima). Ich potomkowie będą zapisywać nowe karty historii Ruszczy. Sama zaś wieś, zepchnie na drugi plan Branice, i na pewien czas stanie się centrum doniosłych wydarzeń.
Zofia z Badenich Popielowa podarowała dobra rusieckie swemu synowi Pawłowi, który w 1832 roku został dziedzicem Ruszczy (od ojca zaś otrzymał kamienicę przy ul. Św. Jana). Paweł Popiel, współzałożyciel „Czasu” – krakowskiego dziennika politycznego, był jednym z czołowych galicyjskich konserwatystów. Był również renowatorem krakowskich zabytków i to jemu dwór w Ruszczy zawdzięcza swój obecny wygląd. Gdy bowiem w 1840 roku pożar strawił drewniany dwór i zabudowania folwarczne, młody dziedzic, pomimo swej przeprowadzki do majątku (wniesionego w posagu przez żonę Emilię Sołtyk) w Kurozwękach, nie zapomniał o Ruszczy. To dzięki jego staraniom powstał neorenesansowy rusiecki dwór z charakterystycznym frontowym gankiem, wspartym na żeliwnych kolumnach.
Ruszcza, pod jego „rządami” przeżywała swój „złoty okres” rozkwitu. Rusiecki dworek stał się miejscem bogatego życia towarzysko-kulturalnego. W zwyczaju były, słynne czwartkowe wieczory, na których, niczym u króla Stasia, gościła ówczesna elita intelektualna. Dyskutowano wówczas na tematy związane z polityką, religią, sztuką oraz renowacją i odnową zabytków. Właściciel nie zaniedbywał także swoich włościan – jako przeciwnik pańszczyzny (twierdził, iż prowadzi ona do nadużyć) przystąpił do oczynszowania rusieckich chłopów.
Paweł Popiel zmarł w 1892 roku. W panegirycznych nekrologach pisano o nim, iż „był wielkim obywatelem ale (…) przede wszystkim człowiekiem zasad”. Jego pogrzeb przeszedł do historii, gdyż stał się manifestacją popularności tegoż polityka i zarazem wielkim, przyciągającym tłumy, widowiskiem. Jak wynika z relacji ówczesnych świadków „Długi sznur 60 powozów i kilkunastu wozów podążył wczoraj od mogilskiej rogatki dobrze znaną drogą do Ruszczy, aby oddać ostatnią posługę temu, którego dom tak w mieście, jak na wsi, był prze lat tyle ogniskiem (…) Wzdłuż całej dwumilowej drogi gromady ludu wiejskiego stały po obu stronach gościńca, składając cześć zmarłemu i przypatrując się imponującemu pochodowi. W kościołach parafialnych wsi, przez które kondukt przechodził, uderzano w dzwony (…) Rzewnym prawdziwie był widok ogromnego zastępu włościan, których część już w Krakowie otaczała katafalk, a którzy teraz ze łzą w oku tłumnie cisnęli się do trumny, chcąc raz jeszcze pożegnać swojego dawnego opiekuna i dobroczyńcę”.
Wydawać by się mogło, iż wraz z odejściem Pawła Popiela, Ruszcza pogrąży się w marazmie. Nic bardziej mylnego, owa podkrakowska miejscowość nie raz jeszcze będzie niemym świadkiem doniosłych wydarzeń.
Anna Kolasa


Grobowiec rodzinny Popielów w Ruszczy.
Fot. autorka