60 lat minęło od dnia, w którym... MIESZKAŃCY NOWEJ HUTY STANĘLI W OBRONIE KRZYŻA
Dodane przez Administrator dnia 24/04/2020 12:19:38
Gdy w 1949 roku zapadła decyzja o budowie potężnego kombinatu metalurgicznego i nowego miasta na terenie podkrakowskich wsi Pleszów, Mogiła, Ruszcza, Lubocza, Krzesławice i Bieńczyce, liczbę jego mieszkańców szacowano na 100 tysięcy. Nowe miasto miało stać się kuźnią nowych ludzi, budowniczych komunizmu. To dlatego na terenie Nowej Huty w ówczesnych planach nie uwzględniano budowy kościoła.
Sytuacja uległa zmianie po przełomie tzw. polskiego października 1956 roku. W grudniu tego roku do Warszawy udała się delegacja parafian z Bieńczyc, by przedstawić I sekretarzowi PZPR Władysławowi Gomułce prośbę o wydanie zgody na wzniesienie w Nowej Hucie świątyni. W efekcie tej wizyty, 23 stycznia 1957 roku był już gotowy dokument w sprawie lokalizacji nowego kościoła przygotowany przez Biuro Projektów „Miastoprojekt”. Stwierdzono w nim, iż generalny projektant Nowej Huty po przeprowadzeniu wizji lokalnej ustalił wstępnie, że kościół będzie zlokalizowany na terenie osiedla C-1, przy skrzyżowaniu ulic Majakowskiego i Marksa, w pobliżu teatru.
+ + +
10 marca 1957 roku we wszystkich kościołach archidiecezji krakowskiej odczytany został list arcybiskupa Eugeniusza Baziaka, w którym metropolita pisał: „W imię Boże przystępujemy do budowy kościoła w Nowej Hucie. Jest dzieło naprawdę wielkie...”. Tydzień później, w obecności arcybiskupa, w uroczystej procesji na plac przyszłej budowy przyniesiono drewniany krzyż. Do zebranych mieszkańców przemówił administrator bieńczyckiej parafii ks. Stanisław Kościelny: „Wzięliśmy na swoje barki Krzyż i mamy ten Krzyż dźwigać, aż do szczęśliwego zakończenia”. Chyba nikt wówczas nie przewidywał, jak prorocze były słowa ks. Kościelnego.
Rok 1958 przyniósł pogorszenie stosunków między władzami komunistycznymi a Kościołem. Później było już coraz gorzej – z żądaniem odwołania ks. Kościelnego z Bieńczyc włącznie. Władze piętrzyły trudności i stosowały szykany. 5 listopada 1959 roku Wydział Finansowy Prezydium Dzielnicowej Rady Narodowej w Nowej Hucie zajął 2 mln zł zebrane przez Komitet Budowy Kościoła. W coraz trudniejszym dla bieńczyckiej parafii czasie, 24 grudnia 1959 roku odwiedził ją młody krakowski biskup Karol Wojtyła, który odprawił tutuj swoją pierwszą nowohucką pasterkę. Zapewne nikt ze śpiewających wówczas kolędy nie przypuszczał, że za cztery miesiące w Nowej Hucie rozegrają się wypadki, które zmienią oblicze tego miasta.
19 kwietnia 1960 roku Urząd Parafialny w Bieńczycach otrzymał pismo, w którym Dyrekcja Budowy Osiedli Robotniczych Kraków-Miasto jako inwestor, zażądała usunięcia krzyża „w nieprzekraczalnym terminie do dnia 26 kwietnia br. Pod bezskutecznym upływie tego terminu Dyrekcja zmuszona będzie zlecić usunięcie krzyża na koszt i ryzyko parafii”. Pismo podpisał mgr Bogumił Korombel.
22 kwietnia na plac budowy przyjechał spychacz, który zaczął przesuwać ziemię w kierunku wykopu zrobionego w 1958 roku. Spychacz pracował również w sobotę. Niektórzy z parafian sądzili, że wreszcie rozpoczęły się prace przy budowie kościoła. Niektórzy pytali proboszcza, czy to prawda? By wyjaśnić sytuację, w niedzielę, 24 kwietnia, podczas nabożeństw ksiądz Mieczysław Satora zapoznał wiernych z pismem Dyrekcji Budowy Osiedli Robotniczych, które zawierało prośbę o usunięcie krzyża. „Powyższej prośbie odmówiłem i odpowiedź odmowną przesłałem pisemnie” - oznajmił wiernym ks. Satora.
+ + +
27 kwietnia 1960 roku, około 8.00 rano mieszkająca w bloku naprzeciw placu budowy Janina Kotarba, patrząc przez okno, zauważyła, że robotnicy rozbierają drewniane ogrodzenie wokół krzyża. O godzinie 8.30 robotnicy przystąpili do wykopywania krzyża. Rozwój wydarzeń obserwowała grupa mieszkańców, wśród których przeważały kobiety. Słowne utarczki pracujących z kobietami przerodziły się w rękoczyny, gdy krzyż zaczął się przechylać. Pierwsza w kierunku robotników ruszyła Helena Musiał, a za nią Zofia Gaworek. Ktoś krzyknął: „Krzyż, krzyż wykopują”. Wtedy nadbiegła grupa kobiet z dziećmi, z dzbankami na mleko. Kobiety grudami ziemi zaczęły rzucać w wynajętych robotników, którzy pozbierali narzędzia i uciekli. Majster Moryl, który kierował pracami i operator spychacza Gargaś zostali poturbowani. Krzyż wyprostowano i złożono pod nim kwiaty. W jego pobliżu zgromadziło się już około 300 osób.
O godzinie 9.00 Referat Służby Bezpieczeństwa w Nowej Hucie wysłał meldunek do Komendy Wojewódzkiej MO w Krakowie na temat wypadków na placu budowy. Do Nowej Huty natychmiast wysłano kilkunastu funkcjonariuszy, którym polecono obserwować rozwój sytuacji, znaleźć prowodyrów i – w miarę możliwości – zatrzymać ich. Równocześnie wysłano dwa radiowozy, milicjantom polecono utrzymać łączność, zorganizować punkty obserwacji i systematycznie informować o rozwoju wydarzeń. W tym czasie wykonano 900 zdjęć aktywnym uczestnikom zamieszek.
O 11.15 na placu budowy było już około tysiąc osób. Ludzie palili świeczki pod krzyżem, modlili się, śpiewali pieśni religijne. Funkcjonariusze milicji patrolowali teren po przeciwnej stronie ulicy, nie interweniując wśród zgromadzonych na placu.
Po południu w Nowej Hucie przestały działać telefony. O godzinie 14.00 Hutę im. Lenina zaczęła opuszczać poranna zmiana, a do robotników dotarły informacje o porannych zajściach pod krzyżem. Po godz. 16.00 funkcjonariusze MO szacowali, że przed Dzielnicową Radą Narodową znajdowało się 3 tysiące osób, a w pobliżu krzyża – 2 tysiące. O 17.10 komendant wojewódzki MO pułkownik Żmudziński wydał rozkaz ściągnięcia grup ZOMO, z pełnym wyposażeniem bojowym, z Tarnowa i Oświęcimia. Tymczasem w Nowej Hucie zaczęły się regularne zamieszki.
Kierownictwo KW MO o godz. 19.35, zdając sobie sprawę, że sytuacja wymyka się spod kontroli, uzyskało zgodę ministra spraw wewnętrznych na użycie ZOMO, armatek wodnych i innych środków służących opanowaniu tłumu. Kilku świadków potwierdza, że już wtedy w rejonie placu budowy oraz budynków straży pożarnej i DRN milicja użyła broni strzelając do demonstrantów. Mieszkańcy poszczególnych bloków wciągali rannych do klatek schodowych, lżej ranni uciekali aleją Róż.
O 20.28 pułkownik Żmudziński wydał polecenie wyłączenia prądu dla linii tramwajowej łączącej Kraków z Nową Hutą, a o godz. 21.30, na polecenie milicji elektrownia wyłączyła w Nowej Hucie oświetlenie. Gdy po piętnastu minutach ponownie włączono światło, ludzie przypuścili szturm na budynek DRN. Wybito w nim szyby do wysokości trzeciego piętra oraz podpalono milicyjny gazik. W tym czasie na ulicach można było napotkać barykady, które około 22.40 zostały rozbite przez oddziały milicji. Tłum rozpędzano przy użyciu petard. Ponownie użyto też broni palnej.
Jeszcze następnego dnia, 28 kwietnia, w godzinach porannych milicja kilkakrotnie przy użyciu pałek rozpędzała 100-, 200-osobowe grupy kobiet zbierające się przy krzyżu. Gromadzące się w pobliżu placu budowy kobiety rozpędzano jeszcze 29 i 30 kwietnia.
+ + +
Ogółem w wyniku zajść aresztowano 493 osoby (w tym 25 kobiet i 50 nieletnich), 87 osób zostało skazanych przez sądy na kary od sześciu miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności. Kolejne 119 osób zostało ukaranych przez kolegia ds. wykroczeń grzywnami, a cztery – kilkumiesięcznym aresztem. Kilkadziesiąt osób zwolniono z pracy. Do dzisiaj nie udało się ustalić, czy były ofiary śmiertelne. Na taką możliwość zwracał uwagę pracujący wówczas w parafii w Bieńczycach ks. Adam Pawlita. Wspominał, że kilka dni po wypadkach nowohuckich przybył na żądanie MO na cmentarz Rakowicki. Tam uczestniczył w dwóch pogrzebach – jak mu oświadczono – robotników z Nowej Huty. W pochówkach brało udział kilka osób ze strony rodzin. Księdzu zakazano z nimi rozmawiać. Każdemu z pochówków asystowało 3-4 milicjantów.
Wiadomo natomiast, że w Szpitalu Żeromskiego hospitalizowanych było 17 osób, a w Klinice Chirurgii przy ul. Kopernika przebywało 5 postrzelonych w nogi i jeden ciężko ranny. Milicja w czasie zajść zużyła 1700 ładunków gazu i wystrzeliła 140 sztuk ostrej amunicji. Według danych MO, rannych zostało też 181 milicjantów, w tym 15 ciężko.
+ + +
Na wieść o wydarzeniach w Nowej Hucie wikariusz generalny bp. Karol Wojtyła już 28 kwietnia skierował odezwę Do wszystkich wiernych parafii Nowa Huta Bieńczyce, w której wyrażał głęboki ból z powodu wypadków, jakie miały miejsce 27 kwietnia. W dalszej jej części apelował o zachowanie spokoju oraz informował, że w trakcie rozmowy jaką odbył w Prezydium Rady Narodowej Miasta Krakowa, otrzymał zapewnienie, że krzyż wzniesiony w marcu 1957 roku nie zostanie usunięty z miejsca, an którym stoi. Dodał również, że starania o budowę kościoła „trwają nadal i ufamy, że doprowadzą do pożądanych rezultatów”.
(f)