HUTNICTWO W OPRESJI
Dodane przez Administrator dnia 29/06/2019 00:05:40
Import stali z krajów spoza Unii Europejskiej podcina skrzydła polskiemu hutnictwu. Trudno produkować i sprzedawać solidną polską stal, gdy rynek zalewa ta importowana z krajów, które nie muszą ponosić dodatkowych kosztów, jak producenci ze Wspólnoty.
Setki tysięcy ton stali z Rosji, Ukrainy, Białorusi czy Chin skutecznie niweczą wysiłki polskich producentów, którzy inwestują miliony w unowocześnienie procesu produkcji, nowe gatunki stali i ograniczenie wpływu swojej działalności na środowisko.
Według obliczeń Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej w ubiegłym roku import stali z krajów trzecich do Polski sięgnął 3 292 000 ton.
– To wzrost aż o blisko 40 proc. w stosunku do roku 2017 – tłumaczy Stefan Dzienniak, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej.
W 2017 roku najwięcej stali, bo aż 727 tys. ton, wpłynęło do Polski z Ukrainy. Z Rosji – 672 tys. ton. Z kolei w 2018 roku ilość stali importowanej do Polski rosła w zastraszającym tempie. Import z Rosji osiągnął poziom 1413 tys. ton, a z Ukrainy – 763 tys. ton. Sporo wpływało do nas też z Białorusi, Korei Południowej, Mołdawii i Chin. Tylko w ubiegłym roku z krajów WNP, które z racji bliskości są dużym problemem Polski, wwieziono do nas olbrzymie ilości wyrobów gorącowalcowanych płaskich, czyli asortymentu krakowskiej huty – ich import wzrósł trzykrotnie w porównaniu do roku 2017.
Te liczby przerażają i skłaniają do działania. Polskie hutnictwo przecież chce prężnie działać, bo to tu, nad Wisłą, w przemyśle stalowym zatrudnionych jest 24 100 osób, a nasz kraj jest w UE, wg danych EUROFER-u, na trzecim miejscu pod względem liczby osób zatrudnionych w tej branży – zaraz za Niemcami i Włochami.
Chociaż według wyliczeń HIPH w ubiegłym roku polska gospodarka zużyła rekordową ilość stali – o ok. 10 proc. więcej niż rok wcześniej – to aż blisko trzy czwarte tego popytu zaspokoił import.
– Obserwując sytuację rynkową po roku funkcjonowania na nim taryf nałożonych w USA, w oparciu o sekcję 232, trudno nie wiązać gwałtownego wzrostu importu do Polski z decyzjami amerykańskich władz. Wzrost importu do UE jest porównywalny do ilości stali, która nie wjechała do Stanów Zjednoczonych zatrzymana przez cła. To dlatego, że rynek europejski okazał się dostępny, a to nie tylko wskutek decyzji Stanów Zjednoczonych, ale i UE, która nie chroni należycie swojego rynku. Bo jak mają się np. cła indywidualne o wartości 10 euro za tonę do 25 proc. ceł amerykańskich? Są kompletnie nieporównywalne. Tę sytuację szybko wykorzystały Rosja, Ukraina, Białoruś, Mołdawia, ale i Turcja, eksportując do nas swoje wyroby – wyjaśnia Stefan Dzienniak.
Jak więc można ratować trudną sytuację polskiego hutnictwa i całej branży w Europie? – Potrzebne jest wyrównanie warunków konkurencyjności, czyli wprowadzenie takich środków ochronnych, które w realny sposób pozwolą zabezpieczyć rynek UE przez napływem tańszej, nieobciążonej dodatkowymi kosztami (np. tymi związanymi z koniecznością zakupu uprawnień do emisji CO2) stali spoza Wspólnoty.
– Unia Europejska nie powinna również zgodzić się na zwiększenie wolumenu importowanych produktów stalowych o kolejne 5 proc., bo to jeszcze bardziej osłabi rynek europejski. Nasz przemysł funkcjonuje w zupełnie innych warunkach i podlega innym regulacjom prawnym niż producenci spoza UE. Oni nie są obciążeni dotkliwymi opłatami związanymi z unijną polityką klimatyczną. I właśnie to jest największym problemem – nie ma takich samych reguł gry dla wszystkich graczy na rynku stali. Dlatego ten mecz może mieć tylko jeden wynik – porażkę Europy w pojedynku z resztą świata – podkreśla szef HIPH.
Zwraca też uwagę, że polski przemysł musi poszukać możliwości obniżenia kosztów produkcji w ramach dostępnych uwarunkowań prawnych. – Musimy wykorzystać wszystkie możliwości w unijnej legislacji na ograniczenie kosztów działalności przedsiębiorstw energochłonnych, jakimi są huty. Musimy walczyć o nasz przemysł – podsumowuje prezes Dzienniak.