Na marginesie sprawy Stanisława Filoska Wybaczyć czy zapomnieć?
Dodane przez Administrator dnia 30/03/2006 15:10:33
Tw. Kałamarz, czyli Stanisław Filosek, nie podzielił środowiska, w którym działał. Również mimo wielokrotnie podejmowanego tematu przez większość gazet, nawet tych z najwyższej krajowej półki, ani Towarzystwo Solidarnej Pomocy, w którym przez kilka lat (1996-1999) był wiceprzewodniczącym, ani Komisja Robotnicza Hutników NSZZ „Solidarność”, w której również pełnił funkcje do 1998 roku, nie podjęły sugestii prasy o możliwości wybaczenia konfidencji z SB i donoszenia na kolegów (notabene, Filosek nie był członkiem założycielem Towarzystwa Solidarnej Pomocy, co sugerowała część prasy).
Rozszerzona zawartość newsa
Nikt też z tych środowisk nie podziela opinii, że Stanisław Filosek odpokutował swe przewiny, działając społecznie po 1989 roku w „Solidarności” i Towarzystwie Solidarnej Pomocy. Bo też jak to była pokuta? Pełne oddelegowanie z zachowaniem prawa do wynagrodzenia i pozycja legendarnego działacza z równie legendarnego Zgniatacza, dosyć nachalnie serwowana przez lata zarówno przez Filoska, jak i ostatnio przez niektórych dziennikarzy. Z uśmiechem politowania i z oburzeniem kwitowany jest fakt rzekomych zasług w budowie pomnika „Solidarności” przed budynkiem Zgniatacza. Można odnieść wrażenie, że pomnik ten powstał dzięki wpłatom, czy też myśli twórczej Stanisława Filoska. Z odrazą i oburzeniem przyjmowany jest fakt pobierania wynagrodzenia za donoszenie i uhonorowanie za zasługi wyjazdem na budowę eksportową w Związku Sowieckim.
Jakkolwiek by nie było, wszyscy są oburzeni, rozczarowani, sfrustrowani i zwyczajnie wściekli. Uczucia te podgrzewają jeszcze prasowe publikacje, których autorzy nie zadali sobie najmniejszego trudu, by zapytać kogokolwiek z KRH „Solidarność” czy Towarzystwa Solidarnej Pomocy, jak to z tym Filoskiem było po 1989 roku. Sprawą numer jeden stało się wybaczenie…
Problem ten nakłada się na zasadniczą kwestię lustracji, a raczej jej brak. Wydawało się, że w Krakowie lustracja wreszcie ruszyła. Robert Kaczmarek, który ujawnił Piotra Lewandowskiego z AGH (tw. Antonio) i zapowiedział odtajnienie dalszych 20 czy 40 tajnych współpracowników SB z AGH i okolic, milczy wymownie, a raczej zajmuje się publikacjami swoich wspomnień z czasów opozycji. Czwórka muszkieterów z Nowej Huty, po głośnych zapowiedziach, też milczy już trzeci miesiąc. Jedynie Barbara Niemiec, Czesław Szewczuk i Jerzy Kuczera przedstawili publicznie zawartość swoich teczek i tych, którzy na nich donosili.
Z instytucji publicznych jedynie Instytut Pamięci Narodowej, swoją wystawą „Twarze bezpieki”, jako pierwszy w Polsce, po 15 latach, pokazał tych, którzy kierowali Służbą Bezpieczeństwa w Krakowie w latach 1945-1989. Może zatem skończy się skwapliwie dotąd skrywana anonimowość ubeckiej kadry – o ile inne ośrodki IPN pójdą śladem Krakowa. I jeżeli Ewa Kulesza, Generalny Inspektor Danych Osobowych nie złoży skargi na naruszenie dóbr osobistych poprzez ujawnienie ubeckich danych, co naruszać może jej zdaniem konstytucję, ustawy i inne dokumenty. Szansa na ujawnienie ubeckich kadr jest tym większa, że IPN-em nie kieruje już prof. Kieres, i nie ma już Grupy Trzymającej Władzę.
Problem jednak: wybaczyć czy zapomnieć? – pozostanie. Jak bowiem można wybaczyć w imieniu skrycie zamordowanych, prześladowanych, pozbawionych pracy i nadziei? Jak można zapomnieć o wysługiwaniu się za pieniądze, alkoholowe kolacje czy wyjazdy na eksport? Zapomnieć będzie trudno, mimo że nikt nie lubi rozpatrywać obrzydliwych wspomnień, skojarzeń i osób. Można oczywiście, za przykładem Adama Michnika uznać generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka za ludzi honoru. Ale przyjmując taki punkt widzenia, za ludzi honoru należy także uznać ubeków i ich informatorów – z Ketmanem–Maleszką, Kałamarzem i Antoniem na czele. Przecież bez ich informacji Jaruzelski i Kiszczak byliby ślepi jak dzieci we mgle.
Osobiście, nigdy nie miałem i nie mam problemu z oceną ludzkich postaw i zachowań. A przebaczać nie mam czego. Postaram się zapomnieć. Chyba, że znów jakiś „autorytet” wystąpi z apelem przeciwko szerzeniu nienawiści, skrzętnie przy tym skrywając własną teczkę tajnego współpracownika.
Jacek Korbas